
VIII Międzynarodowy Konkurs Pianistyczny im. I. J. Paderewskiego dofinansowano ze środków Urzędu Miasta Bydgoszczy

Konkurs jest członkiem Fundacji Alink - Argerich od 2004 r.

Konkurs jest członkiem Światowej Federacji Międzynarodowych Konkursów Muzycznych z siedzibą w Genewie od 2010 roku.
III Konkurs Wokalny
im. Ignacego Jana Paderewskiego
Bydgoszcz 29 czerwca - 2 lipca 2006
III KONKURS W MEDIACH:
Do kariery przez bydgoski konkurs
Gazeta Pomorska, 28 czerwca 2006
Pierwsza laureatka, to Monika Walerowicz, wtedy studentka Akademii
Muzycznej
w Bydgoszczy, a dziś pedagog w tej uczelni i solistka opery
w Kassel. Laureatka druga,
to Iwona Sobotka, potem triumfatorka jednego z najbardziej prestiżowych konkursów
wokalnych - im. Królowej Elżbiety w Brukseli, a dziś studentka jednej z uczelni
artystycznych w Madrycie.
Czy trzecia edycja Konkursu Wokalnego im. Ignacego Jana Paderewskiego, który
w czwartek rozpoczyna się w Bydgoszczy też będzie odskocznią do kariery dla
jednego z 32 uczestników (w tym sześciu z Bydgoszczy)?
Zwycięzcę poznamy już w niedzielę. Konkurs, którego organizatorem jest Towarzystwo
Muzyczne im. I.J. Paderewskiego w Bydgoszczy, przeznaczony jest dla studentów
i świeżo upieczonych absolwentów uczelni artystycznych. Odbywa się co trzy
lata, składa się z trzech etapów, a każdy z nich ocenia jury, któremu w tym
roku przewodniczy znakomita polska śpiewaczka Jadwiga Rappé.
Przesłuchania konkursowe odbywają się w Sali koncertowej Akademii Muzycznej
przy ul. Staszica w Bydgoszczy - w piątek w godz. od 10.30 do 13.30 i od 15.00
do 17,30,
w sobotę - od 11.00 do 14.00 (II etap), a w niedzielę - od 10.30. Na wszystkie
wstęp jest wolny.
Nagrody konkursowe (w tym m.in. koncerty i nagrania ufundowane przez Instytuty
Polskie w Sztokholmie, Moskwie, Sofii i Bratysławie oraz dwie nagrody po 1000
USD ufundowane z inicjatywy Wiesława Ochmana przez Aukcję Polskiej Sztuki Współczesnej
w Nowym Jorku) rozdane zostaną w pałacu w Ostromecku, w niedzielę, na koncercie
galowym.
(MKJ)
Aleksandra Lewińska,
Pieśni Paderewskiego
Gazeta Wyborcza, 29 czerwca 2006
Śpiewacy z całego kraju zjechali do Bydgoszczy. W puli nagród
III Konkursu Wokalnego im. Paderewskiego są nie tylko pieniądze
- 32 tys.
zł i 2 tys. dolarów, ale
przede wszystkim - koncerty w Polsce i za granicą.
Impreza rozpoczyna się dziś i potrwa do niedzieli. Wystartuje w niej 32 uczestników
z całego kraju. Młodzi artyści reprezentować będą wszystkie polskie wyższe
uczelnie muzyczne - najliczniej Warszawę, Wrocław, Łódź i Bydgoszcz. - Promocja
młodych talentów to nasz podstawowy cel - mówi dyrektor imprezy prof. Hanna
Michalak, pracownik naukowy bydgoskiej Akademii Muzycznej. - Ale chcemy też
popularyzować skromną spuściznę Paderewskiego. Udział w konkursie zmusza uczestników
do poszukiwań, odkrywania dzieł kompozytorów jego doby.
Otwiera także drzwi do międzynarodowej kariery. - Najlepszym sposobem promocji
młodych śpiewaków są koncerty. Dlatego właśnie nagrodami w konkursie jest możliwość
występu na wielu europejskich scenach - mówi Michalak.
Najlepsi zaśpiewają w Sofii, Bratysławie, Moskwie, Sztokholmie, a także na
VII Letnim Festiwalu Pieśni Kompozytorów Polskich w 2007 roku lub w ramach
Międzynarodowego Festiwalu Witolda Lutosławskiego Łańcuch IV. Laureat I nagrody
zaśpiewa także w Filharmonii Pomorskiej. W puli nagród regulaminowych są 32
tys. zł (m.in.
10 tys. zł dla zwycięzcy, 6 i 4 tys. za II i III miejsce). Aukcja Polskiej
Sztuki Współczesnej w Nowym Jorku ufundowała także dla najzdolniejszych dwie
nagrody pozaregulaminowe po tysiąc dolarów.
Dziś uczestnicy konkursu wylosują kolejność występów, a o godz. 18. w Filharmonii
Pomorskiej imprezę zainauguruje recital Jarosława Bręka przy akompaniamencie
Katarzyny Jankowskiej.
Jutro i pojutrze w Sali koncertowej Akademii Muzycznej odbędą się trzyetapowe
przesłuchania uczestników. W każdym etapie wokaliści zaprezentują przynajmniej
jedną pieśń Paderewskiego. Wszystkie koncerty są bezpłatne. Występy oceniać
będzie ośmioosobowe jury. Na jego czele stanie śpiewaczka i pedagog - prof.
Jadwiga Rappé.
Imprezę organizowaną przez Towarzystwo Muzyczne im. Paderewskiego i bydgoską
Akademię Muzyczną zamknie niedzielny koncert laureatów w Ostromecku. - Chcemy,
by bydgoszczanie świetnie się na nim bawili, by nie było to zwyczajne rozdanie
nagród - deklaruje Felicja Gwincińska, prezes Towarzystwa Muzycznego. - Rozstawimy
namioty, w których będzie można wypić lampkę wina. Oprócz laureatów konkursu
wystąpi także kwintet dęty.
Muzyczny sprawdzian z Paderewskiego
Express Bydgoski, 29 czerwca 2006
Dziś rozpoczyna się III Konkurs Wokalny im. Ignacego Jana Paderewskiego.
Bierze w nim udział 32 wokalistów, w tym 6 artystów z bydgoskiej uczelni.
Celem konkursu organizowanego przez Towarzystwo Muzyczne im. Ignacego Jana
Paderewskiego i Akademię Muzyczną jest propagowanie twórczości wokalnej patrona
towarzystwa i popularyzacja twórców liryki wokalnej XIX wieku i pierwszej połowy
XX . Chodzi też o przedstawienie uzdolnionych studentów i absolwentów bydgoskiej
akademii.
Uczestnicy wykonują obowiązkowo pieśń Paderewskiego, a w tym roku dodatkowo
także utwór Feliksa Nowowiejskiego. - Wśród wykonawców znaleźli się nasi studenci:
Daryna Gapych, Monika Grosman, Monika Świostek, Anna Niemiec-Mościcka, Anna
Wilk i Kamila Kułakowska - absolwentka uczelni - wymienia dyrektorka konkursu
profesor Hanna Michalak.
Laureaci otrzymają nagrody: 10 tys. zł, 6 tys. i 4 tys. zł. Aukcja Polskich
Artystów Malarzy w Nowym Jorku przeznaczyła na nagrody dwa razy po 1000 dolarów.
Są także wyróżnienia. Dziś o godzinie 18 w foyer Filharmonii Pomorskiej wystąpi
bas-baryton Jarosław Bręk i pianistka Katarzyna Jankowska.
W piątek o godzinie 10.30 rozpoczyna się pierwszy etap przesłuchań. Wokaliści
wystąpią w Sali koncertowej przy ul. Staszica. Ich śpiew oceni jury pod przewodnictwem
Jadwigi Rappé. W sobotę (11) i niedzielę (10.30) odbędą się kolejne przesłuchania.
Ogłoszenie wyników przewidziano na godzinę 13. Uroczysty koncert laureatów
oraz wręczenie nagród odbędzie się w niedzielę o godzinie 17 w pałacu w Ostromecku.
Wstęp na przesłuchania i koncerty jest bezpłatny.
(kk)
Kamila i jej Paderewski
Gazeta Pomorska, 1 lipca 2006
Kamila Kułakowska (sopran) będzie jedyną "naszą" reprezentantką w II etapie III Ogólnopolskiego Konkursu Wokalnego im. Ignacego Paderewskiego, który od czwartku trwa w Bydgoszczy.
Kamila pochodzi wprawdzie z Jeleniej Góry, ale jest absolwentką bydgoskiej
Akademii Muzycznej, w Bydgoszczy mieszka i wszystko wskazuje
na to, że już niedługo rozpocznie współpracę z Operą Nova.
Jurorzy konkursu, którym
przewodniczy znakomita polska śpiewaczka Jadwiga Rappé, zdecydowali,
że Kamila na tyle ciekawie zinterpretowała pieśni "Boli mnie
głowa" (G. Bacewicz) oraz "Gdy ostatnia róża zwiędła" (I.
Paderewski),
że należy się jej miejsce w gronie 11 uczestników, którzy
śpiewać będą w II etapie konkursu.
-
Zawsze może być lepiej, ale po występie byłam zadowolona i po cichu liczyłam
na to, że przejdę dalej - powiedziała "Pomorskiej" -
Przede
mną teraz Paderewski po francusku i Szymanowski. Nie będzie łatwo, ale powalczę...
Jadwiga Rappé wprowadziła wśród jurorów zakaz rozmów o uczestnikach. -
To
eliminuje nerwowe sytuacje, jakieś podchody, promocje własnych kandydatów - mówi -
Sprawia,
że ocena jest rzetelna.
Polska pieśń, jak inwestycja
Artystka jest trochę zawiedziona, że uczestników konkursu
jest mniej niż być miało. Duża absencja spowodowana jest
podobno upałami, z którymi młodzi artyści sobie nie radzą
i chorują. Ponadto... -
Młodzież nie docenia chyba
wagi inwestycji, jaką może być polska pieśń w repertuarze
polskiego
śpiewaka - mówi J. Rappé.
Na szczęście... -
Już w pierwszym etapie pojawiło się kilka kapitalnych
interpretacji aktorskich - dodaje juror, Mieczysław Tomaszewski, muzykolog,
jeden z najwybitniejszych polskich specjalistów od pieśni. -
I co godne
podkreślenia, choć nie było tu żadnej preselekcji, właściwie nie ma tu kandydatów,
których
od razu trzeba
by skreślić. Jeśli przegrywali, to tylko dlatego, że inni byli lepsi.
Wśród przegranych znalazła się m.in. Joanna Paczkowska z Poznania. -
To mój
pierwszy konkurs w życiu, przyjechałam się tylko sprawdzić. Nie obrażam się
na jury. Czasem tak jest, że niby daje się z siebie wszystko, ale za mało z
tego widać na scenie. Może i ze mną tak było?
(MKJ)
Bydgoska śpiewaczka druga
Gazeta Wyborcza, 3 lipca 2006
Kamila Kułakowska- absolwentka bydgoskiej Akademii Muzycznej zajęła
drugie miejsce ex aequo z Anną Nowoczyn z Katowic, podczas zakończonego
wczoraj Konkursu Wokalnego im. Paderewskiego. Pierwszego miejsca nie
przyznano.
Bydgoszczanka zgarnęła nie tylko dryg nagrodę w wysokości 6 tys. zł, ale również
za najlepsze wykonanie pieśni Feliksa Nowowiejskiego - 1,5 tys. zł. Przyznano
jej także kilka nagród pozaregulaminowych: Aukcji Polskiej Sztuki Współczesnej
z Nowego Jorku w wysokości tysiąca dolarów (ex aequo z Anną Nowoczyn), koncert
w ramach Międzynarodowego Festiwalu Witolda Lutosławskiego, recital w Sztokholmie
dla szczególnie obiecującej osobowości artystycznej bydgoskiego konkursu oraz
nagrodę drugiego programu Polskiego Radia - recital w Studiu im. Lutosławskiego.
-
Czuję się jak odurzona, ale jestem bardzo szczęśliwa - mówiła wczoraj Kułakowska
tuż po ogłoszeniu werdyktu jury.
Bydgoska śpiewaczka skończyła AM dwa lata temu. Ma już na swoim koncie kilka
nagród - m.in. w maju tego roku uhonorowano ją podczas konkursu wokalnego w
Dusznikach Zdroju.
(MAG)
Nikt nie chce robić za tło
Gazeta Pomorska, 3 lipca 2006
Paderewski, gdyby żył, musiałby jednak swój zachwyt dla pięknie śpiewających
jego pieśni kobiet podzielić na pół. Bo Kamila zdobyła jedną z dwóch
równorzędnych II nagród przyznanych w konkursie, któremu Paderewski patronował.
Kamila Kułakowska, choć pochodzi z Jeleniej Góry , reprezentowała
w konkursie region Pomorza i Kujaw, bo od pewnego czasu
mieszka już w Bydgoszczy, a wcześniej kończyła bydgoską
Akademię Muzyczną w klasie prof. Brygidy Skiby. Anna Noworzyn
natomiast przyjechała do Bydgoszczy na III Ogólnopolski
Konkurs Wokalny im. Ignacego Jana Paderewskiego, zorganizowany
przez tutejsze Towarzystwo Muzyczne (też im. Paderewskiego)
z Katowic. Obie panie poznały się już wcześniej na jednym
z konkursów, a gdy po zakończeniu III etapu przesłuchań
zapytałem Kamilę, kto wygra, jeśli nie ona? - odpowiedziała:
- Może Ania Nowoczyn? Jest dobra.
Tylko dwie, czy aż dwie?
Jurorzy trochę przedłużyli swoje finałowe obrady. Gdy jednak
przewodnicząca, świetna polska śpiewaczka, Jadwiga Rappé
ogłosiła, że pierwszej nagrody w tegorocznym konkursie
nie przyznano, konsternacji nie było. Już wcześniej bowiem
inni członkowie komisji konkursowej sygnalizowali, że jest
kilka bezsprzecznych talentów wokalnych i aktorskich, ale
takich znakomitości, jak trzy lata temu, śpiewających bez
żadnego błędu - nie ma, Stąd te dwie drugie nagrody - dla
Kamili i Ani!
Poprzedniczki robią karierę
Żadna z laureatek za konkursową rywalizacją nie przepada. Ale... -
Turystyka
konkursowa, którą uprawiam, to niestety, jedyny sposób na
to żeby zaistnieć - przyznaje Anna Nowoczyn.
-
Po każdym konkursie obiecuję sobie, że już
więcej nie wystartuję. Ale potem nie dotrzymuję słowa. Czy
mogłam być pierwsza? Może gdybym zaśpiewała w drugim etapie
tak jak bym chciała,
byłoby inaczej. Ale i tak ogromnie się cieszę z tego sukcesu.
Laureatki dwóch poprzednich bydgoskich konkursów robią
dziś karierę na europejskich
scenach, mam więc nadzieję, że z nami będzie podobnie!
-
Nikt chyba nie przyjeżdża na taki konkurs tylko po to, by robić tło - dodała,
jeszcze przed ogłoszeniem wyników Kamila Kułakowska. Ale o oczekiwaniach mówić
nie chciała. Po werdykcie, wyznała: -
Marzyłam o nagrodzie. Na konkursie im.
Ady Sari uznano mnie za artystyczną osobowość, na konkursie im. Haliny Halskiej
zdobyłam III miejsce i jak dotąd był to mój największy sukces. Ta druga nagroda
na konkursie w Bydgoszczy ma więc dla mnie wartość szczególną. No i utwierdza
w przekonaniu, że warto śpiewać i dalej nad sobą pracować.
(mkj)
Trele bez drapania
Gazeta Pomorska, 4 lipca 2006
Podczas przesłuchań konkursowych nikt nie przyznawał się do tego, że rywalowi najchętniej wydrapałby oczy. Ale czuło się napięcie. Dopiero na koncercie laureatów w Ostromeckach ogrodach zamiast rywalizacji była radość muzykowania.
Tegoroczna, trzecia z rzędu edycja Ogólnopolskiego Konkursu Wokalnego im. Ignacego Jana Paderewskiego zaskoczyła już na starcie. Blisko jedna trzecia uczestników, która wcześniej się zgłosiła do udziału w nim - nie przyjechała. Trzeba było kreślic w katalogu. Przewodnicząca jury Jadwiga Rappé była zasmucona, bo jej zdaniem - to jakby potwierdzenia, że młodzież śpiewająca boi się dziś konfrontacji z trudnym repertuarem. A takim na pewno są polskie pieśni, w tym i te Paderewskiego, obowiązkowe w każdym z trzech etapów bydgoskiego konkursu. Niektórzy wskazywali inny powód absencji...potworne upały. Ponoć gardła śpiewających są wtedy bardziej wrażliwe. Ale Kamila Kułakowska (sopran) mówiła żeby raczej z taka opinią nie przesadzać: - Termin jest taki, że może niektórym nie chciało się spiąć po trudnym sezonie, albo po wyczerpującej sesji?
Zanim zapadł werdykt
Pieśń Paderewskiego "Polały się łzy" nie zdominowała atmosfery
konkursu. Bliższa płaczu była laureatka drugiej nagrody
(pierwszej w tym roku nie przyznano) Kamila Kułakowska.
Ale to bardziej z radości,
bo to jej największy, jak na razie, konkursowy sukces,
a emocje - zarówno te dobre, jak i złe - najczęściej objawiają
się u niej w postaci łez.
Nie zauważyłem natomiast nikogo, kto by płakał dlatego, że rozstać się musiał
z konkursem przed finałową rozgrywką. A w końcu do finału weszło tylko pięciu
z ponad dwudziestu uczestników. Nie obraziła się na jurorów Joanna Paczkowska
(sopran) z Poznania, która przyjechała na swój pierwszy konkurs w życiu, by
tu skonfrontować to co umie z tym, jak ją oceniają inni. Także Tomasz Piętak
(baryton) bardziej od sportowej rywalizacji cenił krytyczne uwagi jurorów.
-
Skończyłem studia, więc te uwagi mogą mi tylko pomóc w stawianiu pierwszych,
pewnych kroków na prawdziwej scenie - mówił.
Panowie wycięci w pień
Panów śpiewających było na konkursie niewielu, a i tak jeszcze zostali przez jury wycięci w pień. Żaden z nich nie znalazł się w finałowej piątce. Czy dlatego, że mężczyzna już na starcie ma mniejsze predyspozycje, żeby wydobyć z pieśni nie tylko dźwięk, ale także treść i trochę aktorstwa? - Szanse są te same, tylko w tym roku nie było mężczyzny, który by śpiewał bez błędów - przekonywała Jadwiga Rappé. Jedyny nagrodzony - to Andrzej Lampert. Zdaniem jurorów - najbardziej rokujący głos tenorowy. Głos od niedzieli wart tysiąc dolarów, bo tyle wynosi nagroda ufundowana z inicjatywy znakomitego śpiewaka Wiesława Ochmana przez Aukcję Polskiej Sztuki Współczesnej 2005 w Nowym Jorku. Drugą podobną, podzieliły między siebie najlepsze w konkursie: Kamila Kułakowska i Anna Nowoczyn.
Droga na szczyt
I tylko Anna Nowoczyn (sopran) przyznała się do tego, że uprawia turystykę
konkursową. Zresztą z powodzeniem. Uważa, że nie ma lepszej
drogi na szczyt w branży niż konkurs. A, że bydgoski konkurs
wygrywają śpiewacy,
którzy potem sprawdzają się na europejskich scenach, to i
ona po tym zwycięstwie liczy na podobny sukces...
(MKJ)
Alicja Polewska i Marek Jankowiak,
Lody na laptopie
Gazeta Pomorska, 7 lipca 2006
Rozmowa z ... Kamilą Kułakowską, laureatką Konkursu Wokalnego im. I. J. Paderewskiego
-
Która z wersji po tym sukcesie jest ci bliższa? "Dokopałam wszystkim
i wygrałam" czy "Kurcze, udało się!"
- Chyba jednak to "kurcze, udało się! Bo tak naprawdę podczas
konkursu nigdy do końca nie wiadomo, jaki będzie wynik. Czasem
jest dwóch śpiewaków, a ich opinie są zupełnie różne. Często też jest
tak, że to,
co się publiczności podoba, niekoniecznie wpada w ucho jurorom...
-
Niektórzy, również tak młodzi artyści, jak ty, uważają
wręcz, że jeśli się nie ma wśród jurorów "swojego" człowieka,
najlepiej własnego nauczyciela, to nie ma co myśleć o nagrodzie
na konkursie. Zgadzasz
się z taką opinią?
- Przypadki zdarzają się różne, to prawda. Ja jednak niczego
takiego dotąd nie doświadczyłam. To mój czwarty chyba konkurs i zdarzyło
się już tak, że pierwsza nagroda była z Bydgoszczy, a ja - choć też byłam
z Bydgoszczy - w tym samym konkursie zdobyłam nagrodę trzecią. A mógłby
ktoś powiedzieć, że już nie powinnam, bo laureatka była z Bydgoszczy.
Poza tym, jury jest najczęściej wieloosobowe, tak więc jeden, tzw. swój
juror, chyba niewiele może zdziałać, żeby aż tak bardzo zaważyć na wyniku.
Myślę, że tu bardziej idzie o takie psychologiczne podłoże - ktoś czuje
się pewniej, gdy wie, że taki juror w składzie jest. Ale jestem przekonana,
że jak ktoś naprawdę jest dobry, to zostanie zauważony i jest w stanie
się przebić nawet przez najmniej przychylne jury.
-
Masz w rodzinie artystyczne korzenie?
- Ależ skąd! Tata jest inżynierem, mama - też ścisły umysł.
Żadnych tradycji muzycznych w rodzinie nie miałam.
-
No to gdzie się zaraziłaś tym śpiewaniem?
- W liceum. Zaczęłam śpiewać w chórze. I tak się jakoś rozśpiewałam,
że w którymś momencie pomyślałam, że mogłabym z tego żyć. Ale wcześniej
- przez dwanaście lat grałam na fortepianie. Skończyłam szkołę muzyczna
I i II stopnia.
-
A wszystko to w Jeleniej Górze - bo tam się urodziłaś.
Skąd zatem zainteresowanie Bydgoszczą?
- We Wrocławiu zabrakło mi na egzaminie do tamtejszej Akademii
Muzycznej trochę szczęścia. Szybko więc rozejrzałam się po innych uczelniach
i...okazało się, że zdążę jeszcze na egzamin w Bydgoszczy. Uczelnię skończyłam
dwa lata temu, w klasie prof. Brygidy Skiby pod okiem jej asystentki
Elżbiety Macierewicz. Niemały wpływ na kształt mojego artystycznego wizerunku
miała, i ma zresztą nadal, także prof. Helena Łazarska, do której jeżdżę
na kursy do Wiednia.
-
Liczyłaś na to, że po trzeciej edycji Konkursu Wokalnego
im. Ignacego Paderewskiego w Bydgoszczy to o tobie będą mówić: ona była
najlepsza!
- Nikt chyba na konkurs nie przyjeżdża po to, żeby robić
tło? Ale też do końca nie wiedziałam, z kim rywalizuję. Bo w trakcie
konkursu nie miałam okazji posłuchać wszystkich uczestników. Chcę jednak
tu mocno podkreślić, że ogromny udział w tym moim sukcesie ma także wspaniale
akompaniująca mi na fortepianie Dorota Artykiewicz-Skrla.
-
A nie złości cię, że tym zwycięstwem i równorzędną drugą
nagrodą musiałaś się podzielić z Anią Nowoczyn. No i to, że nie przyznano
pierwszej nagrody?
- Nie narzekam. Do tej pory i tak moim największym sukcesem
na konkursie była trzecia nagroda. Teraz jest druga i bardzo się z niej
cieszę! Utwierdza mnie w przekonaniu, że chyba jednak warto śpiewać!
-
A miałaś wątpliwości?
- Do czwartego roku - ogromne. Co chwilę się pojawiały. Myślałam
nawet, że powinnam na poważnie zająć się czymś innym, a śpiewać - tak
sobie dla siebie. Jak jeden z moich kolegów - studiował fizykę dla zawodu,
a śpiew - dla przyjemności. Wtedy jest łatwiej. Ale los bywa przewrotny
- on dziś bardziej śpiewem się zajmuje niż fizyką.
-
Śpiewasz i zdobywasz nagrody w Polsce, żeby w efekcie prysnąć
z kraju i karierę robić za granicą?
- Chciałabym mieć komfort, śpiewać to, co chcę i lubię. I
wyżyć z tego. I jeśli będę miała takie możliwości w Polsce, to wcale
nie marzę o tym, żeby stąd wyjeżdżać. Bo często sprawdza się powiedzenie:
wszędzie dobrze, gdzie nas nie ma. Mówi się na przykład, że w Niemczech
jest dużo łatwiej. Ale tam też trzeba być dobrym, żeby się wybić.
-
To prawda, że po wakacjach rozpoczniesz współpracę z Operą
Nova w Bydgoszczy?
- Jestem po słowie z dyrektorem Figasem. Ale boję się zapeszyć...
-
Jak tylko wiatr mocniej zawieje, to już, jak prawdziwa
gwiazda, od razu chodzisz z szalikiem na szyi?
- Nie przesadzam. Trochę może bardziej uważam na siebie przed
ważniejszym występem. Ale na co dzień chętnie jem lody, pływam. Mam swojego
lekarza i jak trzeba, to u niego szukam pomocy dla narzędzia, czyli głosu,
który chwilowo jest w niedyspozycji. Ale, odpukać, nie zdarza się to
zbyt często.
-
Co jest wstanie wyprowadzić cię z równowagi?
- Taka zwyczajna ludzka głupota. I sytuacja, w której na
pewno mam rację, a ktoś się upiera i mi wmawia, że jej nie mam. I wtedy
chyba się denerwuję, że nie potrafię tych swoich racji przeforsować.
-
Artystka ma jakieś wady?
- Chyba bywa czasem niesystematyczna (I nie zawsze wierzy
w siebie - dodaje obecny przy rozmowie partner Rafał. - Ale też można
to potraktować jako zaletę, że od czasu do czasu daje się przekonać,
iż warto w siebie uwierzyć).
-
Odpowiedz proszę krótko na kilka kolejnych pytań. Bardzo
lubię...
- ...gotować. Oczywiście, jak mam na to czas. Lubię też spacerować
bez celu.
-
Nie cierpię...
- jak jest zimno.
-
Choćby nie wiem co, zawsze znajdę czas na...
- ...dobrą, interesującą książkę.
-
Boję się...
- ...najbardziej chyba samotności.
-
Co chciałabyś mieć?
- Wreszcie jakiś własny kąt. (I swojego laptopa - znów dodaje
Rafał).
-
A dokąd chciałabyś pojechać?
- Oj, podróże, to moja wielka pasja. Chętnie na przykład
zobaczyłabym Norwegię. A gdyby tak dużo dalej - to na pewno chciałabym
pojechać do Chin.
-
Jak odreagowujesz stres?
- Płaczę. Zarówno wtedy, gdy jestem zła, jak i wtedy, gdy
się cieszę. Te emocje widać na mnie od razu. Ale łzy dostatecznie je
rozładowują..
-
Na co najchętniej wydajesz zarobione pieniądze?
- Oj, z tym zarabianiem, to różnie jeszcze bywa. Nie starczy
tych pieniędzy na realizację marzeń. Potrzebne są głównie na inwestowanie
w siebie. Na ten cel na pewno przeznaczę zdobyte pieniądze, które stanowią
nagrodę w konkursie im. Paderewskiego. Zafunduję sobie jakiś dobry kurs
wokalny...
-
Której z domowych czynności najbardziej nie lubisz?
- Zdecydowanie zmywania naczyń.
-
Komu i za co nie podałabyś ręki?
- Chyba jeszcze nie nazbierało się we mnie tyle złości, żebym
miała tak zareagować. Poza tym - nie jestem zbyt pamiętliwa.
-
Czym najbardziej można cię dotknąć?
- Chyba jakąś niesprawiedliwą oceną. Poza tym jest mi bardzo
smutno, gdy w trudnej sytuacji zawodzą niby prawdziwi przyjaciele.
-
Jaki musi być ten jeden, jedyny, wymarzony facet?
- Ciepły, kochający, opiekuńczy. Te cechy cenię u mężczyzny
najbardziej.