
VIII Międzynarodowy Konkurs Pianistyczny im. I. J. Paderewskiego dofinansowano ze środków Urzędu Miasta Bydgoszczy

Konkurs jest członkiem Fundacji Alink - Argerich od 2004 r.

Konkurs jest członkiem Światowej Federacji Międzynarodowych Konkursów Muzycznych z siedzibą w Genewie od 2010 roku.
Tadeusz Szeligowski
Pisane w roku 1933, po koncercie Paderewskiego w Paryżu
Otrzymaliśmy
miejsca na estradzie... Ucieszyliśmy się podwójnie: po pierwsze, że
będziemy blisko siedzieć, a zatem i dobrze widzieć ręce grającego, a po
drugie cena tych miejsc na estradzie, wyznaczonych specjalnie na
życzenie artysty, była naprawdę dostępna dla naszej kieszeni. O grze
Paderewskiego słyszałem bardzo wiele przede wszystkim od trzech jego
uczniów. Sztompka, Dygat i Szpinalski opowiadali cuda o swych lekcjach
w Riond-Bosson: jaki to Paderewski wymagający, ostry, pracowity, ile
wysiłku wkłada w każdy najmniejszy utwór, który gra itp. Mnie najwięcej
interesowała bodajże technika pracy takiego artysty jak Paderewski. To,
że odegrany na stu estradach program należy po ukończeniu toumee zacząć
ćwiczyć na nowo jakby od samego początku, jest fundamentem pracy
Paderewskiego, co prawda mało zrozumiałym dla tych, którzy sądzą, ze
artysta, raz zdobywszy repertuar, już nim włada na zawsze. Koncert, o
którym mówię, miał miejsce we wspaniałym gmachu teatru Champs Elysees.
W dodatku o niezwykłej porze, bo o 3 po południu. Od jakiegoś czasu
Paderewski nie grywał o innej godzinie. Stawiliśmy się w teatrze grubo
przed 3. Trudno było się jednak usadowić. Okazało się, że był cały
szereg osób, które za żadną cenę nie chciały siedzieć w 1. rzędzie (w
ogóle stały na estradzie 3 rzędy krzeseł). Nie chcieli, jak mówili,
spotkać się ze wzrokiem Paderewskiego, który miał ten zwyczaj, że w
czasie gry wpatrywał się w kogoś bliżej siedzącego. Miało to wywoływać
niesamowite wrażenie. Wydawało mi się to lekką przesadą i całkiem
spokojnie siadam w pierwszym rzędzie, tuż przy klawiaturze wspaniałego
Erarda. Publiczności pełno. W pierwszych rzędach "elita" czyli "wielki
świat", jak kto woli, w dalszych rzędach głowa przy głowie, balkony
pełne, wszyscy oczekują wielkiego zdarzenia. Punktualnie o 3.05 (5
minut można się spóźnić w Paryżu) wychodzi, co mówię, wyskakuje
Paderewski na estradę. Pojawienie się artysty wita sala powstaniem z
miejsc i owacją. Oklaski trwają do chwili, kiedy Paderewski zasiada do
fortepianu i zaczyna preludiować. Ucisza się. Paderewski preludiuje w
dalszym ciągu i, nie przerywając, zaczyna od razu wariacje
Haendel-Brahms. Uraziło to moją wrażliwość artystyczną. Bo czyż można
tak bezpośrednio po banalnych biegnikach i akordach wchodzić bez żadnej
przerwy w genialny temat Haendla? Tymczasem Paderewski gra, oczywiście
znakomicie, ale dostrzegam usterki. A wiec lewa ręka nigdy nie zgadza
się z prawą i ją wyprzedza, technika palcowa wcale nie jest większa od
biegłości innych wybitnych pianistów. Ba, nawet uderzenie - które
wydawało mi się niesamowite, gdy słyszałem Paderewskiego rok temu
grającego na symfonicznym koncercie - to frapujące mnie wówczas
uderzenie znikło, załamuje się trochę w sobie. Jak gdybym cieszył się,
że mam powody do krytyki takiego tytana, z drugiej strony jest mi
przykro, że pewne wady wykrywam. Gdy tak zajmuję się raczej myślami niż
słuchaniem muzyki, która płynie spod palców Paderewskiego, artysta
odwraca głowę i patrzy wprost na mnie. Chwilę wytrzymuję wzrok. Nagle
robi mi się gorąco. Paderewski jest wyraźnie zły. Czy się zachowuję
nienależycie, czy może zrobiłem jakiś ruch, który przeszkadza w grze?
Nie wiem, o co mu chodzi. A może czyta w myślach? W każdym razie robi
mi się bardzo nieprzyjemnie. Oczywiście wszystkie te myśli przepływają
w ułamku sekundy. Nie mogę wytrzymać jego wzroku. Płynie z tych oczu
jakiś fluid, którego mocy nie wytrzymam. Widocznie takie są oczy
człowiekia, który tworzy, przelatuje mi nagle przez głowę. Opuszczam
oczy zawstydzony, że nie zrozumiałem tego od razu... Ale oto wariacje
dobiegają końca. Sala szaleje. Co do mnie, nie jestem jeszcze
przekonany, chociaż niewątpliwie oszołomiony. Sonata op. 28 Beethovena.
Znów narzucają się myśli: po co to ritenuto w miejscu, w którym
Beethovenowi nie śniło się tego oznaczyć? Irytuje mnie lewa ręka, stale
w separacji z prawa. Nagle słyszę, że fortepian zmienia swój dźwięk.
Czyżby halucynacja? Szczypię się w rękę raz i drugi. Nie: stanowczo
czuwam i jestem przytomny. Dźwięk fortepianu odmaterializowuje się,
przestaje być zabarwiony fortepianowo. Z takim fenomenem zetknąłem się
raz tylko, na koncercie Rachmaninowa. U tego pianisty, jak mi się
wydawało, objaw ten był skutkiem właściwości fizjologicznych ręki:
fortepian pod jego palcami od pierwszego akordu brzmiał inaczej,
podczas gdy Paderewski do tego brzmienia dochodzi dopiero po rozegraniu
się. W tym momencie następuje i we mnie duża przemiana. Jestem tak
przejęty tym, co się dzieje w tej chwili, że zaczynam rozumieć
śmieszność mych pretensji o jakieś tam ritenuta czy tempo rubato, czy
nawet o lewą rękę. Czuję, że w tej chwili dzieją się rzeczy nierównie
ważniejsze aniżeli wymagania pianisty. Już i preludiowanie przed Sonatą
h-moll Chopina nie razi mnie. Od samego początku Sonaty wrażenie jest
silne. Ale Finał pokazał dopiero, kim jest Paderewski. Tutaj
zrozumiałem jasno, ze wszelkie kryteria pianistyki nie przystają do
wymiarów Paderewskiego. Czuję wyraźnie, że to nie pianista, to
człowiek, który gra: wszystko jedno, co robi na tym fortepianie, bo
posiada możność wprowadzenia muzyką słuchacza w ekstazę, w inne rejony,
o których nie da się pisać. Dziwię się pianistom, którzy chodzą
patrzeć, jak gra Paderewski. Przypuszczam, że wychodzą rozczarowani.
Paderewski nie gra ani dla pianistów, ani dla muzyków - gra po prostu
dla ludzi. Porusza w nich każdy nerw, każdy zakamarek duszy. Narzuca
swoje koncepcje, które musi się akceptować jako w danej chwili jedyne
możliwe rozwiązanie. Kompozycja, którą gra Paderewski, jest tylko
pretekstem do manifestacji magizmu wielkiego artysty. Dość banalny i
oklepany Taniec węgierski Brahmsa (nr 6) staje się pod palcami
![]() |
|
Londyn, rok 1936, Paderewski w czasie kręcenia filmu "Sonata Księżycowa" |