VIII Międzynarodowy Konkurs Pianistyczny im. I. J. Paderewskiego dofinansowano ze środków Urzędu Miasta Bydgoszczy

Konkurs jest członkiem Fundacji Alink - Argerich od 2004 r.

Konkurs jest członkiem Światowej Federacji Międzynarodowych Konkursów Muzycznych z siedzibą w Genewie od 2010 roku.

Paderewski

Portret mistrza

 

Jest rok 1888. Trzeci marca. Sobota. Paryżanieśpiesznym krokiem podążają ulicami stolicy do słynnej sali koncertowejErarda, by posłuchać gry młodego, nieznanego wirtuoza. O pojawieniu sięnowej komety na muzycznym firmamencie, oryginalnej urody pianiście zPolski, szeptano w kręgach socjety już od kilku dni. W wytwornej salizasiadają przeciętni paryżanie, jak i chluba arystokracji. Dośćwymienić księżną Brancovan, księżną Gorczakow czy hrabinę Potocką.Wśród gości panuje atmosfera podniecenia, powietrze przesycone jestoczekiwaniem. Oczy wszystkich zwrócone są na pogrążoną w półmrokuscenę. "Nagle na estradzie ukazuje się dziwna postać i zmierza dofortepianu, na kształt jakiegoś egzotycznego ptaka z różowym czubem. Coza ognista grzywa włosów, o rzadko spotykanym odcieniu, ni tozłocistym, ni to rudo-czerwonym! Ale ruda czerwień tej czupryny nieczyni przykrego wrażenia na przewrażliwionych damach z pierwszychrzędów, nie razi ich wyrobionego smaku. Ekscentryczna lwia grzywa zdajesię dawać przedsmak całego piękna, które wypływa spod palców pianisty.

Portret I. J. Paderewskiego pędzla Laurensa Alma-Tademy
Istotnie Monsieur Paderewski nie sprawił zawodu,odpowiada romantycznemu ideałowi, który urobiły kobiety o pianiście zdalekiego kraju, kraju o bohaterskiej przeszłości, tego kraju, skądpochodził Szopen. [...] Uśmiechnął się, a w uśmiechu ledwie widać muoczy, stają się wąskie jak szparki, i robi wrażenie satyra. W [..]subtelnie zarysowanych ustach drzemie odrobina zmysłowegomarzycielstwa, podkreślonego jeszcze miękkim cieniem wąsów nad niemi.[...] I dziwna bladość cery, mówiąca o starej cywilizacji. [...] Całapostać sugeruje jasność, światło." W ten sposób, za sprawą przelanychna papier spostrzeżeń Roma Landaua, czytelnikowi ukazuje się postaćIgnacego Jana Paderewskiego. Jest to plastyczny, kunsztowny w treści iformie, można by nawet rzec: wysublimowany opis. Słowa zdają siępłynąć, zatracając swój sensu stricte informacyjny charakter. Są jakfarby w rękach malarza, by z migotliwych, nieprecyzyjnych konturówpojedynczych znaczeń powoli formować się w osobliwy konterfekt

- Portret Mistrza.

 

Istnieje niezliczona ilość zapisków, notatek, listówczy pamiętników, w których nazwisko Paderewskiego zajmuje poczesnemiejsce. O wirtuozie pisali krytycy, dziennikarze, literaci, jak ipolitycy, aktorzy, malarze. Z mozaiki wspomnień, spostrzeżeń,przepełnionych zachwytem opisów,
a także nie pozbawionychsarkastycznych uwag tekstów, wyłania się postać niezwykłego człowieka.Talent, osobowość i frapujący wygląd zewnętrzny - oto trzy wyznacznikiskładające się na osobę Paderewskiego. To właśnie owa złożonośćsprawiała, iż każdy, kto miał okazję poznać artystę, nie pozostawałwobec niego obojętny.

Karykatura młodego Paderewskiego zamieszczona
w angielskiej prasie

Fizjonomia Paderewskiego budziła powszechnezainteresowanie. Średniego wzrostu, proporcjonalnej budowy ciała, nosiłubrania tylko najlepszego gatunku. "Perfekcjonista przy fortepianie,był wykwintnym dandysem, jeśli chodzi o strój, więc wydawał majątek najedwabne koszule, kamizelki, fraki, lakierki i półbuty robione na miaręw Londynie, futrzane płaszcze, kapelusze od Locka, wykwintne zegarki,spinki do mankietów, szpilki do krawata czy papierośnice." Leczwytworne stroje były jedynie swoistym tłem, dopełnieniem oryginalnejurody Paderewskiego. To na bujnej fryzurze, bladości cery iprzenikliwym, wręcz magnetycznym spojrzeniu pianisty skupiały się oczywidza, rozmówcy czy przypadkowego obserwatora. W wielu wspomnieniachodnaleźć możemy ciekawe skojarzenia, porównania artysty do dumnego lwa,anioła czy gwiazdy. Młody Artur Rubinstein odwiedziwszy Paderewskiego wRiond Bosson, tak opisał ich spotkanie: "[...] środkowe drzwi rozwarłysię na oścież i pojawiło się Słońce, tak, Słońce. Był to Paderewski,wciąż jeszcze młody, pomimo dawno przekroczonej czterdziestki - ubranyw biały garnitur, białą koszulę i biały fantazyjny krawat. Grzywązłocistych włosów, tego samego koloru wąsami i kępką włosów międzyustami a podbródkiem, przypominał lwa. Ale jego uśmiech i osobisty uroksprawiły, że wyglądał jak słońce..."

Karykatura opublikowana w
jednej z amerykańskich gazet

Abramowi Chasinsowi utkwił w pamięci jedenszczególny wieczór, gdy grając w pokoju wypełnionym gośćmi, wyczuł watmosferze specyficzne napięcie. Kiedy się odwrócił, jego wzroknapotkał spojrzenie stojącego w drzwiach Paderewskiego. "Nigdy niezapomnę tej lwiej powagi, spokojnej godności i królewskiej pozy -postać tego człowieka opromieniała pokój pełen jego najznakomitszychkolegów, jak gdyby nagle włączono oślepiające światło." Blask, lśnienieoczu, promieniująca twarz - te określenia powtarzają się w relacjach zespotkania z Paderewskim. Dwunastoletnia księżniczka Anna Brancovan,(przyszła poetka i przyjaciółka Marcela Prousta) dziecięcymi oczamidoszukiwała się w nim wręcz ponadludzkich właściwości: "Zobaczyłamjakiegoś archanioła o rudych włosach i niebieskich oczach, którychczyste, mocne, badawcze i dumne spojrzenie wnikało w samą duszę [...] Waureoli ze światła, z oczyma utkwionymi w gwiazdy, przybył do nasniczym wielki mag i od razuśmy go pokochali". To trudne do uchwyceniawrażenie, pod jakim pozostawała za każdym razem, gdy spotykałaPaderewskiego, nie opuściło jej nawet po latach: "[...] w obecnościIgnacego Paderewskiego byliśmy jak ludzie wychodzący nagle z cienia naświatło słoneczne, którzy z rozkoszą czują na swoich ramionach lekki,lecz piekący nacisk ciepłego powietrza."

Popularność wirtuoza, po wielkim sukcesie naestradach Paryża, w błyskawicznym tempie sięgnęła zenitu. Dziennikarzepoświęcali mu całe strony w gazetach, krytycy z lubością ostrzyli nanim cięte pióro, a malarze i karykaturzyści chwytali za pędzle iołówki, by w tworzonych przez siebie portretach uchwycić zarówno ulotnyczar, jak i specyfikę fizjonomii artysty. Paderewski stał się częstymgościem atelier angielskich prerafaelitów. Pozował EdwardowiBurne-Jonesowi oraz Laurensowi Alma-Tademie. Portretowała go córkakrólowej Wiktorii Luiza, a popiersie z brązu wykonał Albert Gilbert.Burne-Jones, w liście do przyjaciela, tak wspominał spotkanie zpianistą: "W Londynie przebywa teraz pewien piękny młody człowieknazwiskiem Paderewski; i ja chciałbym mieć jego twarz i jego wygląd[...] i ma tak wytworne maniery [...] cały arsenał dworskiejgalanterii... z niskimi swymi ukłonami i sposobem podawania ręki,ociągającej się przy cofaniu i [...] archanielską twarzą Gabriela.[...] i ma takie wdzięczne ruchy i spojrzenia, że człowiekowi w piersiskacze serce. Zgodził się pozować mi i wczoraj rano był u mnie [...]znawcy muzyki mówią, że jest on mistrzem w swojej sztuce [...] cozupełnie możliwe, bo na to wygląda. Chwała Allahowi, że dał mi gonamalować [...] jak miło wyglądać tak pięknie, jakim się jest na duchu!"

Nie należy jednakże zapominać, iż to, co jednychzachwycało w Paderewskim, dla innych stanowiło idealny obiekt drwin.Krytykowano zarówno warsztat muzyczny pianisty, jak i jego wyglądzewnętrzny. Najwięcej uwagi poświęcano ekscentrycznej fryzurzePaderewskiego. Jedna z najsłynniejszych anegdot, której bohaterem jestIgnacy Jan, dotyczyła właśnie jego fryzury. Pewnej nocy, po recitalu wBerlinie, pianista postanowił jechać do hotelu powozem. Dorożkarzzapytał go, dokąd mają się udać. Paderewski nie zdążył udzielićodpowiedzi. Ubiegł go bowiem ktoś z tłumu, krzycząc: Do fryzjera! Takżeprasa, szczególnie amerykańska nie szczędziła kąśliwych uwag podadresem wyglądu polskiego artysty: "Jak Samson wywołuje efekt niepalcami, lecz włosami", "Powiadają, że rozwichrzona chryzantemaPaderewskiego rzednie". Jedni sądzili, że nosi on perukę inni z koleiuważali, iż złoty kolor włosów pianisty jest efektem codzienniejedzonej przez niego świeżej cytryny.

Złośliwości na temat wyglądu zewnętrznego, były dlaPaderewskiego niewątpliwie mniej dotkliwe, niż krytyczne opinie podadresem jego twórczości. Wśród recenzentów znalazły się osoby, którenie akceptowały sposobu gry wirtuoza, wręcz podważały jego talentmuzyczny. W The Times pisano: "Jego najgłośniejsze tony wcale niezawsze były piękne", a w Evening Standard donoszono: "Wiele hałasu,mało muzyki". Krytyk Daily Telegraph porównywał Paderewskiego do"monstrualnie silnego pianisty", poruszającego się po klawiaturzeniczym mamut, grającego "z takim łoskotem i szczękiem metalu",wzbudzającego "taki zamęt wśród dźwięków, że próbując śledzić częściutworu, byliśmy jak ktoś, kto obserwuje poprzez mgłę ruch maszyny". Wpodsumowaniu dodał: "krótko mówiąc, nie spodobał nam się panPaderewski". Podobnego zdania był Bernard Shaw, który sardoniczniepodsumował jeden z koncertów Paderewskiego: "W chwili, gdy dotarłem nakoncert Paderewskiego zeszłego wtorku, ten już się skończył,publiczność szalała z entuzjazmu, a fortepian nadawał się na złom".Również recitale polskiego wirtuoza nie przypadły mu do gustu: "Jeślispojrzeć na niego jak na ożywionego niezwykłym duchem harmonii młodegokowala, który wygrywa koncert na fortepianie jak na kowadle i wybija gojak młotem z niezwykłą radością rozmachu i siły uderzenia, Paderewskijest co najmniej zabawny [...] ale jego uderzenie, lekkie czy ciężkierani uszy [...] jest to brutalna fantazja, którą przeżyć mogą tylkonajodporniejsi". Sarkastyczne uwagi dziennikarzy dopełniały liczneryciny karykaturzystów, przedstawiające Paderewskiego jako "kowalafortepianu".

Ogromna liczba negatywnych opinii o Paderewskim niebyła w stanie pomniejszyć jego popularności. Publiczność kochaławirtuoza. Sale koncertowe pękały w szwach, a po bilety ustawiały sięgigantyczne kolejki. Każdy chciał posłuchać gry pianisty, przyjrzeć sięjego fizjonomii i przeżyć atmosferę tworzonego przez niego widowiska. Wwielu relacjach osób uczestniczących w występach Mistrza fortepianumowa jest o fenomenalnej grze, a także specyficznego rodzaju fluidzie,które potrafią wprowadzić słuchacza niemal w mistyczny stan. Rom Landaupisał: "Większość słuchaczy jeszcze nie słyszała tak wstrząsającejmuzyki. [...] Są chwile, kiedy fortepian rozbrzmiewa jak całaorkiestra, i tony zdają się napływać z różnych miejsc sali, albo teżodnosi się wrażenie, że artysta gra naraz na wielu fortepianach. Takpotężnie przelewają się akordy przez całą salę, że ściany drżeć sięzdają. Od czasu do czasu słuchacze widzą, że uderza po klawiszach niepalcami, ale całą pięścią. Jeszcze chwila jednak i oto fortepianśpiewa, rzekłbyś, śpiewa ludzkim głosem. Istotnie w młodym człowiekutkwi coś więcej, niźli zwykła malowniczość postaci." Abram Chasinszauważył iż "większość widzów pozostawała pod hipnotycznym urokiemPaderewskiego na długo, zanim położył on palec na klawiaturze". Z koleiJames Hunecker, poważny i ceniony krytyk, tak oto wspominałuczestnictwo w występach Ignacego Jana: "Zapewniam was, że byłemświadkiem recitali Paderewskiego, na których zapomniałem całkiem oswoich sądach, moja indywidualność zlewała się z tłumem i siedziałemzastanawiając się, czy rzeczywiście coś słyszę, czy też Paderewskitylko markuje ruchy i wcale nie dotyka klawiatury? [...] Ton wydobywasię z instrumentu, jak gdyby nikt nie uderzał... Czy to sztuka hipnozy?Jeśli to sztuczka magiczna, to nikt od niego nie zna się na niejlepiej."

Coraz większa popularność artysty z dnia na dzieńzaczęła przybierać kształt Paddymanii. Uczestnicy koncertów nie bylijuż zwykłymi słuchaczami. Stawali się jego fanami. Na hipnotyzującyurok muzyka, szczególnie podatne były damy. Zawsze otaczał go tłumwielbicielek. Dzienniki prześcigały się w doniesieniach o niezwykłympowodzeniu polskiego artysty wśród płci pięknej. Po koncercie wEdynburgu pisano: "Około tuzina zemdlonych dam trzeba było wynieść zsali". Z Nowego Jorku donoszono, iż: "liczna grupa rozhisteryzowanychdam zebrała się z przodu sali, gdzie oparłszy brody na estradzie trwałyjak zahipnotyzowane". Z Londynu dochodziły wieści, że: "Paddymaniasięgnęła takiego szczytu, iż trzy nowojorskie damy wyszyły napończochach frazy Menuetu", a recenzja zamieszczona w New York Telegramrozpoczynała się od stwierdzenia: "Sama zapowiedź recitaluPaderewskiego wywołuje u obu płci, które uczęszczają na recitalefortepianowe, podniecenie nie mniejsze, niż ukazanie się w ulu ćmytrupiej główki [...] Ponieważ jednak kobiety stanowią płeć silniejszą ibardziej energiczną, wczoraj zajęły wszystkie miejsca na recitaluPaderewskiego w Carnegie Hall, zasłaniając cały widok białymikapeluszami." Wietrząca sensację amerykańska prasa raz po raz raczyłaopinię publiczną dosadnymi stwierdzeniami: "długowłosy pianista działana kobiety nowojorskie tak samo, jak słoik konfitur na sieroty zprzytułku", czy też: "Dziewczęta w spazmach - nasz reporter zgniecionyprzez tłum kobiet w Carnegie!"

Paderewskiego kochano lub nienawidzono, podziwiano ikrytykowano, ale nigdy nie pomijano milczeniem. Zagłębiając się wlekturę listów, pamiętników i recenzji, podziwiając ryciny i obrazypoświęcone osobie Paderewskiego, również my współcześni, możemy choćprzez chwilę poczuć się uczestnikami muzycznych wydarzeń przełomu XIX iXX wieku i spróbować odtworzyć portret tego niezwykłego człowieka.Oczyma wyobraźni widzimy dystyngowanego, ubranego w czarny frakMistrza, który wyrazem twarzy i melodią spływających spod palcówdźwięków wprowadza nas w szczególny stan. Od tej chwili, słowaRubinsteina, że Paderewski: "Wie, na czym polega jego rzemiosło... itłumy też wiedzą" już zawsze będą nam bliskie.

Anna Głowińska